Koniec świata w Irlandii.

Do 1 stycznia 2012 roku mieszkańcy zielonej wyspy byli bogaci i szczęśliwi. Nie mieli złóż ropy naftowej, kopalni złota, albo fabryki uzdatniania uranu. Ale dysponowali prawami do książek Jamesa Joyce’a. Panowali nad kulturą europejską. Mogli uniemożliwić każdą publikację , każdą adaptację oraz każde tłumaczenie choćby jednego zdania swojego narodowego wieszcza. Nawet piosenki bez ich zgody nie można było zaśpiewać. Kiedy w 1988 roku brytyjska piosenkarka Kate Bush chciała w utworze”Sensual World” wykorzystać monolog Molly Bloom z “Ulisessa” usłyszała stanowcze nie. Może i dobrze. Powstała dzięki temu piękna piosenka, tylko nawiązująca do ducha “Ulissesa”. Pewnie piosenka nie byłaby tak przejmująca, gdyby Kate Bush musiała się trzymać dosłownie litery Joyce’a, a o wydaniu albumu “Sensual World” decydowała cała Irlandia.

Kiedy rok temu Kate Bush przygotowywała nową wersję swojego utworu, tym razem stosowną zgodę otrzymała. Był to symboliczny, ostatni gest panowania Irlandii nad kulturą europejską. Ostatnia zgoda. Heroiczna zgoda.

Gdyby Kate Bush poczekała kilka miesięcy w ogóle nie musiałaby pytać o zgodę. Mogłaby nagrywać i śpiewać każde zdanie Jamesa Joyce’a, adaptować i trawestować jego słowa. Tłumaczyć po swojemu na dowolny język. Tak właśnie wygląda nowy świat w którym obudzili się Irlandczycy. James Joyce przestał być ich własnością. Teraz każdy może dysponować jego spuścizną. James Joyce otrzymał w końcu szansę nowego pośmiertnego życia literackiego. Każdy twórca, wydawca czy użytkownik kultury może od nowego roku swobodnie korzystać z jego prac. W dowolnym celu, nieodpłatnie, w sposób nieograniczony. A ja wypatruję niecierpliwie polskiego tłumaczenia “Finnegans wake” . Podobno już wkrótce.

Możliwość komentowania jest wyłączona.