Jak czytają Rosjanie?

Wiecie jak czytają Rosjanie?

  • 70% czytelników książek w Rosji sięga po wersje elektroniczne – statystyka tak wielka, że aż trudna do przyjecia.
  • Spośród nich 42% korzysta po prostu z komputera domowego, ale aż 38% sięga po czytnik e-booków, tylko 21% po tablet.
  • Aż 92% ściąga po prostu książki z netu – a tylko 15% kupuje.

Dlatego my też tam jesteśmy. Zapraszamy do naszego rosyjskiego PeopeRead.me.

 

Uwierz w ducha

Duch Steve’a Jobsa nie pozwala o sobie zapomnieć i próbuje zza grobu mieszać we współczesnym świecie, wieszcząc kolejną rewolucję technologiczną. Tym razem duch Jobsa i jego ziemski odpowiednik w postaci koncernu Apple’a ostro wkraczają w dziedzinę edukacji i konstruowania książek elektronicznych. Zaprezentowana podczas styczniowej konferencji w Nowym Jorku nowa aplikacja iBooks2 na iPada daje możliwość tworzenia interaktywnych książek, które potrafią wyświetlać obraz 3D oraz obsługiwać gesty. Aplikacja jest bezpośrednio powiązana ze sklepem iBooks Store, co znaczy nie mniej nie więcej, tylko tyle, że elektroniczna książka napisana za pomocą iBooks2 od razu w momencie publikacji trafia do na półkę sklepu i może być udostępnianiana lub kupowana przez użytkowników.

Apple widzi wykorzystanie swojego nowego cyfrowego dziecka przede wszystkim w kolaboracji z wydawnictwami publikującymi podręczniki szkolne i akademickie. Rzeczywiście cyfrowa edukacja wydaje się naturalnym środowiskiem dla iBooks2. Interaktywność i technologia publikacji w 3D dają możliwość atrakcyjnego i pełnego zobrazowania podręczników. Z drugiej strony nowa aplikacja zupełnie po cichutku rewolucjonizuje też możliwość publikacji własnych, autorskich e-booków. Teraz jeśli jesteś pisarzem, jeśli chcesz publikować swoją książkę w formacie elektronicznym, nie potrzebujesz już wydawcy lub dystrybutora. Teraz możesz sam złożyć swojego debiutanckiego e-booka i udostępnić go za darmo lub sprzedawać w iBooks Store. Jak podaje Apple zysk ze sprzedaży jest dzielony – 70 procent trafia do Ciebie jako autora, a reszta należy do Apple. To zupełnie odwrotnie niż dzisiaj. Tak więc wydawcy i właściciele empikowego potwora drżyjcie. Czas waszych 100 procentowych marży już niedługo mam nadzieję będzie tylko wspomnieniem. Wystarczy uwierzyć w ducha.

 

Zaszufladkowano do kategorii Blog

Koniec świata w Irlandii.

Do 1 stycznia 2012 roku mieszkańcy zielonej wyspy byli bogaci i szczęśliwi. Nie mieli złóż ropy naftowej, kopalni złota, albo fabryki uzdatniania uranu. Ale dysponowali prawami do książek Jamesa Joyce’a. Panowali nad kulturą europejską. Mogli uniemożliwić każdą publikację , każdą adaptację oraz każde tłumaczenie choćby jednego zdania swojego narodowego wieszcza. Nawet piosenki bez ich zgody nie można było zaśpiewać. Kiedy w 1988 roku brytyjska piosenkarka Kate Bush chciała w utworze”Sensual World” wykorzystać monolog Molly Bloom z “Ulisessa” usłyszała stanowcze nie. Może i dobrze. Powstała dzięki temu piękna piosenka, tylko nawiązująca do ducha “Ulissesa”. Pewnie piosenka nie byłaby tak przejmująca, gdyby Kate Bush musiała się trzymać dosłownie litery Joyce’a, a o wydaniu albumu “Sensual World” decydowała cała Irlandia.

Kiedy rok temu Kate Bush przygotowywała nową wersję swojego utworu, tym razem stosowną zgodę otrzymała. Był to symboliczny, ostatni gest panowania Irlandii nad kulturą europejską. Ostatnia zgoda. Heroiczna zgoda.

Gdyby Kate Bush poczekała kilka miesięcy w ogóle nie musiałaby pytać o zgodę. Mogłaby nagrywać i śpiewać każde zdanie Jamesa Joyce’a, adaptować i trawestować jego słowa. Tłumaczyć po swojemu na dowolny język. Tak właśnie wygląda nowy świat w którym obudzili się Irlandczycy. James Joyce przestał być ich własnością. Teraz każdy może dysponować jego spuścizną. James Joyce otrzymał w końcu szansę nowego pośmiertnego życia literackiego. Każdy twórca, wydawca czy użytkownik kultury może od nowego roku swobodnie korzystać z jego prac. W dowolnym celu, nieodpłatnie, w sposób nieograniczony. A ja wypatruję niecierpliwie polskiego tłumaczenia “Finnegans wake” . Podobno już wkrótce.

Zaszufladkowano do kategorii Blog

Piracka twarz guru

To się nazywa relatywizm współczesnego świata. Z jednej strony założyciele The Pirate Bay, jednej z największych darmowych platform do wymiany plików między użytkownikami, idą do więzienia skazani prawomocnym wyrokiem sądu, z drugiej strony Paolo Cohelo firmuje i legitymizuje swoją twarzą Pirackią Zatokę. W czym rzecz? Czemu okradany w mniemaniu sądu artysta staje po stronie piratów i przywdziewa piracką chustę jako swój emblemat? Bo Paolo Cohelo to pisarz dla ludu, bez ludu nieistniejący. Można lubić jego twórczość lub drwić z jego taniej psychologii, ale Coehlo to autor, który wręcz perfekcyjnie wpisuje się w potrzebę masowej i szerokiej dystrybucji bez granic. Jego słowa muszą pączkować i rozpowszechniać się niczym wirus, muszą być kopiowane, przedrukowywane i powielane.  Dowolną ilość razy, przez wszystkich i wszędzie. To jest sposób Cohelo na zawładnięcie duszami czytelników, na kreacje siebie jako myśliciela i filozofa współczesności. Tylko w ten sposób może przestać być poczytnym pisarzem, ale stać się prawdziwym guru. Guru, który mimo “nielegalnego rozkradania” jego twórczości całkiem dostatnio sobie żyje, a jego książki zdobywają szczyty sprzedaży. Z tego powodu, choć zżymam się na jego wszechobecność, a jego filozofia wstrząsa mnie zimnym dreszczem – to trzymam za Cohelo kciuki. I zapraszam do Pirackiej Zatoki. Oto Broń Masowej Dystrybucji.

The Pirate Bay from tpb on Vimeo.

Zaszufladkowano do kategorii Blog

W chmurze

Żyjemy w chmurze. Jak to romantycznie brzmi. Ciekawe, czy Kate Bush filmując w latach osiemdziesiątych swój teledysk do piosenki “Cloudbusting”  przypuszczała, że niecałe 20 lat później “produkcja chmur” stanie się techniczną koniecznością. I codziennością.

Szalony wynalazca, olbrzymia maszyna do produkcji chmur – dopiero teraz dociera do mnie kilkunastoletnie natręctwo tych obrazów. Przecież to wspaniała filmowa metafora chmurowej rzeczywistości, w której obecnie przyszło nam żyć. Bez kabelka, bez fizycznej sieci, osadzeni w wytworzonej chmurze. I znowu Steve Jobs i jego sekta Apple mieli szaloną wizję, jakże podobną do wizji bohatera teledysku “Cloudbusting”. Najpierw pojawił się iTunes, najpierw pojawił się iStore, najpierw zaczęliśmy przechowywać i udostępniać w chmurze muzykę. Zaraz potem iPad zapoczątkował erę chmurowych tabletów. Potem pojawiły się kolejne chmury: Dropbox, Google docs itd. W końcu mamy też platformę PeopleRead.me, dzięki której możemy dodawać i przechowywać w chmurze swoje ulubione książki. Dzielić się książkami i czytać je z każdego miejsca na ziemi. Technologia chmurowa wdziera się powoli do wszystkich dziedzin naszego życia. Nie tylko na świecie. Również u nas. Oto dwa tygodnie temu księgarnia internetowa ebookpoint.pl uruchomiła synchronizację zakupionych książek z platformą Dropbox. Nowa usługa pozwala jednym kliknięciem myszy wysłać zakupioną książkę na konto w chmurze Dropboxa. Rozwiązanie to umożliwia jeszcze szybszy i wygodniejszy dostęp do ebooków zakupionych w ebookpoint.pl niezależnie od tego, czy książki czytane są na komputerze, tablecie czy smartfonie, i bez względu na miejsce w którym się znajdujesz. W dzisiejszej prasie (nomen omen internetowej) czytam o (kto by się spodziewał) taksówkowej rewolucji. Otóż rusza właśnie pilotażowy program chmurowego łączenia taksówkarza i zamawiającego taksówkę klienta. iTaxi to pierwszy w Polsce system zamawiania taksówek w modelu peer-to-peer, bezpośrednio łączącym klientów z taksówkarzami. System ma być prosty: zamiast tłumaczyć dyspozytorce w centrali, pod jakim adresem i z której strony budynku stoimy, aplikacja w smartfonie zlokalizuje nas za pomocą GPS. W ten sam sposób pasażer zobaczy na ekranie telefonu najbliższą taksówkę, a gdy ją zamówi, będzie mógł śledzić, jak daleko jest od niego. Operator zapewnia, że aplikacja pozwoli w ciągu kilkunastu sekund na wybór i zamówienie najbliższej interesującej klienta taksówki, bez względu na miejsce i czas. Żyć nie umierać. Chmurowe taksówki. Czy kolejne będą poduszkowce?

Zaszufladkowano do kategorii Blog

Kiedy cyfrowe podręczniki?

Międzynarodowa debata o e-podręcznikach w siedzibie Gazety Wyborczej. Czy cyfrowe książki i biblioteki są już warte szkolnej wyprawki?

Polecamy uwadze wszystkich zainteresowanych cyfryzacją edukacji w Polsce.

Szkoła 2.0 w Wyborczej – czytaj tutaj

 

Zaszufladkowano do kategorii Blog